poniedziałek, 2 listopada 2015

Wyznawanie grzechów

W niektórych środowiskach wykształciła się praktyka tzw. spowiedzi usznej. Fakt ten jest o tyle niepokojący, że niektórzy pouczają dzieci Boże, że przystąpienie do takiej spowiedzi ma nie tylko walor terapeutyczny, lecz jest obowiązkiem i warunkiem niezbędny, aby otrzymać od Boga przebaczenie grzechów. Klasycznym fragmentem Pisma Świętego na poparcie tej tezy jest wypowiedź Pana Jezusa, którą czytamy w Ewangelii według Jana:

(23) Którymkolwiek grzechy odpuścicie, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są zatrzymane. (Jana 20, 23)

Zastanówmy się, czy faktycznie Bóg żąda od nas regularnego spowiadania się na ucho duchownym.
Grzech ma dwa oblicza. Z jednej strony obraża Boga, z drugiej strony wyrządza szkodę człowiekowi. Co się tyczy obrazy Boga, to nasze grzechy wyznajemy Bogu Najwyższemu, a On nam je odpuszcza.
Odpuszczenie to dokonuje się na podstawie naszego nawrócenia się do Pana Jezusa. Dlatego też Apostoł Piotr napomina swoich słuchaczy:

Przeto upamiętajcie i nawróćcie się, aby były zgładzone grzechy wasze. (Dzieje 3, 19)

Zasadę tę potwierdza Apostoł Jan w swoim liście:

(9) Jeśli wyznajemy grzechy swoje, wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy, i oczyści nas od wszelkiej nieprawości. (1 Jana 1, 9)

Apostołowie nigdy nie uzurpowali sobie prawa do tego, aby to im spowiadano się na ucho. Przykładem może być tutaj sytuacja, o której czytamy w Dziejach Apostolskich:

(18) A gdy Szymon spostrzegł, że Duch bywa udzielany przez wkładanie rąk apostołów, przyniósł im pieniądze (19) i powiedział: Dajcie i mnie tę moc, aby ten, na kogo ręce włożę, otrzymał Ducha Świętego. (20) A Piotr rzekł do niego: Niech zginą wraz z tobą pieniądze twoje, żeś mniemał, iż za pieniądze można nabyć dar Boży. (21) Co się tyczy tej sprawy, to nie masz w niej cząstki ani udziału, gdyż serce twoje nie jest szczere wobec Boga. (22) Przeto odwróć się od tej nieprawości swojej i proś Pana, czy nie mógłby ci być odpuszczony zamysł serca twego; (23) widzę bowiem, żeś pogrążony w gorzkiej żółci i w więzach nieprawości. (Dzieje 8, 18-23)

Widzimy, że Apostoł Piotr, gdy spostrzegł grzech Szymona Maga, nie wezwał go do spowiedzi usznej, lecz do tego, aby wyznał swoje grzechy Bogu oraz by odwrócił się od swoich uczynków: "odwróć się od tej nieprawości swojej i proś Pana, czy nie mógłby ci być odpuszczony zamysł serca twego".

Ale po wyznaniu naszych grzechów Bogu pozostaje jeszcze nasza wina wobec człowieka, którego skrzywdziliśmy. Tu Pismo daje nam jasne wskazówki, jak postąpić ma grzesznik:

(16) Wyznawajcie tedy grzechy jedni drugim i módlcie się jedni za drugich, abyście byli uzdrowieni. Wiele może usilna modlitwa sprawiedliwego. (Jakuba 5, 16)

Fragment powyższy lepiej przetłumaczyć:
"Jedni przed drugimi przyznawajcie się do błędów".

Obowiązek wyznawania grzechów, czy też przyznawania się do winy, nie jest realizowany poprzez spowiedź duchownemu, lecz poprzez przeprosiny pokrzywdzonego.

Osobę skrzywdzoną Pismo również przestrzega:

(15) A jeśli nie odpuścicie ludziom, i Ojciec wasz nie odpuści wam przewinień waszych. (Mateusza 6, 15)

(25) A gdy stoicie i zanosicie modlitwy, odpuszczajcie, jeśli macie coś przeciwko komu, aby i Ojciec wasz, który jest w niebie, odpuścił wam wasze przewinienia. (26) Bo jeśli wy nie odpuścicie, i Ojciec wasz, który jest w niebie, nie odpuści przewinień waszych. (Marka 11, 25-26)

I w tym kontekście pojawia się stwierdzenie:

(23) Którymkolwiek grzechy odpuścicie, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są zatrzymane. (Jana 20, 23)

Należy sobie w tym miejscu zadać pytanie: Jak tragiczne w skutkach jest zatrzymanie grzechu? Co się stanie, jeśli nie przebaczymy grzechu drugiemu człowiekowi? Na kogo spadnie przekleństwo nieprzebaczenia? I czy w jakimkolwiek punkcie mamy prawo zatrzymać grzechy osobie, która się do nich szczerze przyznaje.

Otóż tak, mamy prawo poinformować grzesznika, że jego grzechy są zatrzymane tylko w jednym przypadku, mianowicie gdy uporczywie odrzuca on Ewangelię o Panu Jezusie i kategorycznie zapiera się Pana Jezusa. W każdym innym przypadku, to znaczy gdy mamy do czynienia z człowiekiem nawróconym do Pana Jezusa i szczerze żałującym za swoje grzechy, jesteśmy zobowiązani do przebaczeniu, bez względu na to, jak wielka jest nasza krzywda.

środa, 17 czerwca 2015

"Będziecie ochrzczeni Duchem Świętym..."

W II Księdze Mojżeszowej - Księdze Wyjścia czytamy o rozmowie, jaką przeprowadził Bóg z Mojżeszem:

(12) I rzekł Mojżesz do Pana: Oto Ty mówisz do mnie: Prowadź ten lud, a nie oznajmiłeś mi, kogo poślesz ze mną, chociaż powiedziałeś: Znam cię po imieniu, oraz: Znalazłeś łaskę w oczach moich. (13) Toteż jeśli znalazłem łaskę w oczach twoich, daj mi poznać zamysły twoje, abym cię poznał i wiedział, że znalazłem łaskę w oczach twoich; zważ też, że twoim ludem jest ten naród. (14) Odpowiedział Pan: Oblicze moje pójdzie i zaznasz spokoju ode mnie. (15) Rzekł do niego Mojżesz: Jeżeli oblicze twoje nie pójdzie z nami, to nie każ nam stąd wyruszać. (16) Po czym bowiem można poznać, że znalazłem łaskę w oczach twoich, ja i lud twój, jak nie po tym, że Ty pójdziesz z nami, bo wtedy będziemy wyróżnieni, ja i lud twój, spośród wszystkich ludów, które są na powierzchni ziemi. (Wyjścia 33, 12-16)

Znacie wszyscy postać Mojżesza. Wiecie, kim był. Zanim wyprowadził Żydów z niewoli egipskiej był wychowywany na dworze faraona, gdzie odebrał doskonałe wykształcenie. Żył dostatnio, żeby nie powiedzieć, że w przepychu. Widząc niedolę swoich rodaków rozmyślał, jak im pomóc. Niestety, jedyne czego dokonał to sprzeczne z wolą Bożą zabójstwo Egipcjanina, z powodu którego musiał ratować się ucieczką w ustronne miejsce, aby uniknąć odpowiedzialności.

Bóg jednak go powołał i zlecił mu wielkie dzieło - dzieło przeprowadzenia całego Narodu Izraelskiego z niewoli w Egipcie do Ziemi Obiecanej w Palestynie.

Ten wszechstronnie wykształcony i doświadczony człowiek nie odważył się jednak polegać na swojej mądrości. Zląkł się odpowiedzialności, jaka miała na nim spocząć i zaczął prosić Boga o pomoc. Być może przypomniał sobie, jak w młodości próbował uratować swój naród na własną rękę, co było czynem nie tylko bezowocnym, ale przeciwnie, było czynem, który ściągnął na Mojżesza przekleństwo i liczne utrapienia.

Mojżesz nie chciał popełnić w życiu drugi raz tego samego błędu.

Być może również i my jesteśmy ludźmi wykształconymi i doświadczonymi. Być może mamy bogaty bagaż doświadczeń życiowych, które uprawniają nas do pewnego rodzaju ufności we własne siły. Być może Bóg nawet pobłogosławił nam zdrowiem, siłami czy zasobnością portfela, które to rzeczy stawiają nas w uprzywilejowanej pozycji w społeczeństwie. Jednakże nawet jeśli tak jest, winniśmy, mając za przykład tego wielkiego męża Bożego, jakim był Mojżesz, być przejęci myślą, czy oby na pewno w sprawach życiowych, których się podejmujemy, kroczy przed nami Bóg, który daje nam mądrość, ochronę, zaopatrzenie.

Zwróćmy uwagę jeszcze raz na słowa Mojżesza. Mówi on do Boga: "Jeżeli oblicze twoje nie pójdzie z nami, to nie każ nam stąd wyruszać." Czy ty odważyłbyś się wyruszyć w drogę, wiedząc, że oblicze Pana nie pójdzie z tobą? Czy ty podejmiesz się służby dla Pana, nie mając pewności, że Duch Święty napełnił cię, prowadzi cię i daje ci mądrość, jak postępować?

Drogi przyjacielu! Nawet tak wielki sługa Boży jak Mojżesz nie miał takiej odwagi, by wyruszyć w drogę bez Boga. Dzisiaj, nie ważne jakie zadanie życiowe przed nami stoi, powinniśmy postąpić tak samo jak Mojżesz. Nie wiem, jakie zadania stoją przed tobą. Nie wiem, jakie są pragnienia twojego serca i twoje aspiracje. Wiem jedno: nie ważne, czy masz do wychowania dzieci, czy chcesz zbudować szczęśliwy dom i szczęśliwe małżeństwo, czy może skończyć szkołę albo znaleźć pracę. W każdym z tych przypadków zadaj sobie pytanie: Czy oblicze Pańskie kroczy razem z Tobą.

I wy, bracia, którzy przewodzicie zborom Pańskim i prowadzicie rozmaite służby: czy to nauczanie, czy duszpasterstwo, czy głoszenie Dobrej Nowiny zgubionym! Wy również zadajcie sobie pytanie, czy Duch Pana was wypełnia i prowadzi każdego dnia. Bo jeśli by się okazało, że idziemy o własnych siłach - biada nam!

Cóż zatem robić? Gdzie się udać? Gdzie szukać Bożej obecności i Jego prowadzenia?

Po pierwsze zwróćmy jeszcze raz uwagę na Mojżesz i na jego postawę wobec Boga. Mojżesza cechował brak zaufania we własne siły i ogromne pragnienie przebywania w obecności Bożej - mówiąc językiem poezji biblijnej - oglądania oblicza Bożego. Mojżesz swoje pragnienie wyraził w modlitwie, a Pan Bóg tej modlitwy wysłuchał.

Dalej Mojżesz prosi: "daj mi poznać zamysły twoje". Widzimy więc, że ów sługa Boży chciał znać wolę Bożą i być jej wykonawcą. Również i my winniśmy w naszych modlitwach codziennych prosić Pana, aby dawał nam poznać swoje zamysły i prowadził nasze życie wedle swoich, a nie naszych planów.

Przenieśmy się teraz na karty Nowego Testamentu. W I rozdziale Dziejów Apostolskich czytamy:

(4) A spożywając z nimi posiłek, nakazał im: Nie oddalajcie się z Jerozolimy, lecz oczekujcie obietnicy Ojca, o której słyszeliście ode mnie; (5) Jan bowiem chrzcił wodą, ale wy po niewielu dniach będziecie ochrzczeni Duchem Świętym. (Dzieje 1, 4-5)

Również Pan Jezus po swoim zmartwychwstaniu nie rozesłał apostołów do pełnienia służby, symbolicznie niejako zakazując im wyruszenia w drogę, zanim nie zaopatrzą się w moc wypływającą z niebios - Ducha Świętego. Apostołowie, mimo że byli świadkami tak wielu cudownych wydarzeń i przez trzy lata przebywali u boku Jezusa, potrzebowali mocy Ducha Świętego, aby wyruszyć w drogę i rozpocząć swoją służbę. Jak widać, byli posłuszni nakazowi Pańskiemu.

Myśmy wszyscy zostali ochrzczeni Duchem Świętym, kiedy Pan dał nam łaskę wiary i gdy wobec tego staliśmy się świadomymi uczniami Jezusa. Ale czy ów Duch Święty zaszczepiony w nam w chwili zawierzenia ma możliwość swobodnego działania w nas, czy też Jego głos został przez nas zagłuszony zgiełkiem codzienności: przepracowaniem i ciągłym zabieganiem o sprawy tego świata, brakiem czasu na modlitwę i czytanie Słowa Bożego, wreszcie, co najgorsze, niewyznanym grzechem, do którego się przyzwyczailiśmy i czujemy się z nim dobrze, a który jak rak toczy i niszczy nasze życie duchowe.

Jeśli zachorowaliśmy na którąkolwiek z wyżej wymienionych chorób duchowych, czym prędzej skierujmy swoje kroki do Pana i prośmy go o pomoc w tej duchowej niedoli. Znajdując się bowiem z dala od oblicza Bożego i nie poddając się prowadzeniu Ducha Świętego, skazujemy się, podobnie jak Mojżesz w swojej młodości, na brak Bożego błogosławieństwa oraz na liczne życiowe niepowodzenia i trudności.

Nieraz warto zrezygnować z ulubionego programu w telewizji czy z odpoczynku, aby zamknąć się w swojej komorze modlitewnej i poświęcić się modlitwie i rozważaniu Pisma Świętego, ponieważ ta komora modlitewna to miejsce, w którym Bóg ma moc podnosić, przebaczać, zawracać ze zgubnej drogi, a dalej wyposażać, odnawiać i kierować życie na właściwe tory. Komora modlitewna jest kliniką, gdzie możemy odzyskać duchowe siły witalne, gdzie możemy wyjść spod panowania grzechu i poddać się pod kierownictwo Ducha Świętego.

Bracia moi, tak bardzo potrzebujemy mocy Ducha Świętego!

(artykuł zainspirowany wykładem A. Poręby)

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Żal za grzechy i nawrócenie do Pana Jezusa

"Mężowie izraelscy, słuchajcie tego, co mówię: Jezusa Nazarejczyka, Męża, którego posłannictwo Bóg potwierdził wam niezwykłymi czynami, cudami i znakami, jakich Bóg przez Niego dokonał wśród was, o czym sami wiecie, tego Męża, który z woli postanowienia i przewidzenia Bożego został wydany, przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście." (Dzieje 2, 22-23)

Powyższe słowa zostały wypowiedziane przez Apostoła Piotra w dniu wylania Ducha Świętego na Kościół. Świadkowie tego wydarzenia zdziwieni tym, co się wydarzyło i zafascynowani cudami, które zobaczyli, usłyszeli jednak we wstępie przemowy słowa gorzkie, odnoszące się bezpośrednio do ich stanu duchowego oraz wskazujące na ich winę przed Bogiem.

Nie ma Dobrej Nowiny bez opamiętania się i żalu za grzechy. Dlatego Apostoł Piotr rozpoczyna swoje zwiastowanie nie od składania obietnic czy też opowiadaniu o tym, jak wspaniałą rzeczą jest więź z Panem Jezusem, lecz mówi najpierw o winie słuchaczy, których grzechy przybiły Pana Jezusa do krzyża.

Gdy zgromadzeni usłyszeli te przerażające słowa, byli wyraźnie poruszeni:

"Gdy to usłyszeli, przejęli się do głębi serca: «Cóż mamy czynić, bracia?» - zapytali Piotra i pozostałych Apostołów." (Dzieje 2, 37)

W odpowiedzi Apostoł Paweł rzekł:

"«Nawróćcie się - powiedział do nich Piotr - i niech każdy z was ochrzci się w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a weźmiecie w darze Ducha Świętego."

Dobra Nowina o ratunku oraz obietnica wspaniałych darów duchowych została przedstawiona ludziom, którzy tego ranku faktycznie szukali. Jakiż błąd popełniamy, gdy na siłę staramy się przyciągnąć do Chrystusa pogan, którzy nie czują wyraźnie swojej odpowiedzialności przed Bogiem, a którzy upatrują w więzi z Panem Jezusem jedynie szansy na lepsze życie lub na rozwiązanie swoich problemów życiowych! Tak głosząc, w istocie wprowadzamy do zborów nieodrodzonych pogan, którzy nigdy nie przeżyli prawdziwego nowego narodzenia, o którym czytamy w Ewangelii według Jana.

Powinniśmy zatem jako dzieci Boże zważać na to, by zarówno podczas ewangelizacji zborowych jak i w prywatnych rozmowach ze znajomymi nie zachwalać poganom wspaniałości darów jakie otrzymaliśmy w Chrystusie, zanim Ci nie zrozumieją dokładnie, że potrzebują Chrystusa przede wszystkim dla odpuszczenia grzechów, a nie na przykład do pomocy w znalezieniu lepszej pracy.

piątek, 24 kwietnia 2015

Na czym polega prawdziwy sukces w służbie?

Wszakże nie z tego się radujcie, iż duchy są wam podległe,
radujcie się raczej z tego, iż imiona wasze w niebie są zapisane.
(Łukasza 10, 20)

Pomimo tego, że jako dzieci Boże jesteśmy prowadzeni przez Ducha Świętego, cały czas ulegamy wpływowi świata zewnętrznego. W rezultacie postępujemy według zasad Bożych, lecz czasami zdarza nam się myśleć i postępować zgodnie z prawami obowiązującymi wśród pogan.

Zjawisko to może zaistnieć nie tylko u nowonawróconych chrześcijan, ale nawet u takich, którzy aspirują do miana sług Bożych. Ci bowiem, którzy podejmują się służby dla Pana, również od czas do czasu zdają się zapominać o nauce Bożej na rzecz zwyczajów pogan. I tak często słudzy Boży próbują działać na wzór menadżerów korporacji, mierząc efekty swojej służby liczbami i opisując ją wskaźnikami statystycznymi. "Ilu ludzi usłyszało Ewangelię? A ilu się nawróciło? Jaki procent tych, którzy słyszą się nawraca? Co zrobić, aby nasza służba była skuteczniejsza?" - to bardzo częste stwierdzenia. Spójrzcie jak wiele świata wdarło się do naszych kościołów!

Pan Jezus, wiedząc o naszych skłonnościach, upomniał nas:

(20) Wszakże nie z tego się radujcie, iż duchy są wam podległe, radujcie się raczej z tego, iż imiona wasze w niebie są zapisane. (Łukasza 10, 20)

Oznacza to, że nie powinniśmy czerpać osobistej satysfakcji z tego, że nasza służba dla Pana jest skuteczna i spektakularna, zaś jej efekty łatwo zauważalne dla innych ludzi. Nasza radość winna wynikać głównie z tego, że On nas zbawił i że mamy nadzieję na życie wieczne w bliskości z Nim.

Dlatego też winniśmy zabiegać raczej o bliską więź z Panem Jezusem, bez względu na to, czy nagrodą w życiu doczesnym będzie sława i sukces, czy też pohańbienie i porażka:

(12) Dlatego i Jezus, aby uświęcić lud własną krwią, cierpiał poza bramą. (13) Wyjdźmy więc do niego poza obóz, znosząc pohańbienie jego. (14) Albowiem nie mamy tu miasta trwałego, ale tego przyszłego szukamy. (Hebrajczyków 13, 12-14)

Musimy więc stłamsić w sobie komercyjne podejście do wiary i służby dla Boga. Sukces w głoszeniu Ewangelii opiera się na mocy Bożej, nie zaś na naszych wysiłkach. To Bóg daruje człowiekowi wiarę oraz uświęcenie, my zaś możemy być co najwyżej narzędziami w Jego rękach.

Powrót do biblijnych korzeni w tym względzie zrzuca z nas brzemię koncentrowania się na wynikach. Służąc możemy odrzucić presję tego świata i znaleźć odpoczynek w Bogu.

Na podstawie: http://utmost.org/the-warning-against-desiring-spiritual-success/

wtorek, 14 kwietnia 2015

"Zbuduję Kościół mój..."

W Ewangelii wg Mateusza czytamy zdumiewające słowa. Pan Jezus zapowiedział w nich budowę rzeczywistości duchowej, której wcześniej nie było i której świat się nie spodziewał:
(18) A ja ci powiadam, że ty jesteś Piotr, i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne nie przemogą go. (Mateusza 16, 18)


Pan Jezus zapowiedział w powyższych słowach stworzenie Kościoła.
W greckim oryginale zostało tu użyte słowo „ekklesia”, które dosłownie oznacza zgromadzenie ludzi, na przykład zebranie się rady miasta albo zgromadzenie wszystkich obywateli w celu podjęcia jakiejś uchwały. Pan Jezus w tym miejscu nadaje owemu słowu zupełnie nowy sens: wspólnota wszystkich dzieci Bożych w niebie i na ziemi.
W ten sposób Kościół jest określany np. w językach romańskich (por. hiszp. "iglesia").

Większość przekładów Pisma Świętego tłumaczy termin oryginału „ekklesia” jako Kościół, od łacińskiego słowa „castellum”, co znaczy twierdza. Wzięło się to stąd, że budynki sakralne Kościoła katolickiego pełniły w dawnych czasach również funkcje militarne – były mianowicie twierdzami lub grodami. Z etymologicznego punktu widzenia oddanie oryginalnego określenia „ekklesia” słowem „kościół” jest więc błędne, bowiem nie ulega wątpliwości, że Panu Jezusowi chodziło o wspólnotę ludzi, a nie o budowlę, tym bardziej budowlę o charakterze wojskowym. Dlatego też niektóre odłamy chrześcijaństwa zrezygnowały z posługiwania się słowem „kościół” na rzecz staropolskiego „zbór” lub współczesnych określeń „zgromadzenie” czy „wspólnota”. Osobiście uważam tę praktykę za słuszną i godną naśladowania. Niektóre kościoły wschodnie nie używają ani słowa "kościół", ani "zgromadzenie" ("zbór"), a w ich miejsce "cerkiew". Słowo "cerkiew" pochodzi od sformułowania "kyriake ekklesia", co po grecku znaczy "zgromadzenie Pańskie". Właśnie słowo "kyriake" ("pańskie) dało początek słowu "cerkiew).

Bez względu na to, która terminologia wyda nam się najwłaściwsza, musimy sobie uzmysłowić przede wszystkim fakt, że kościół w sensie biblijnym nie jest budowlą, lecz ogółem ludu Bożego. Nikt nie może stać się członkiem tej wspólnoty zaledwie poprzez wypełnienie formularza w kancelarii parafialnej lub poddanie się się jakiemuś rytuałowi. Członkostwo w Kościele rozpoczyna się bowiem z chwilą naszej inicjacji chrześcijańskiej i jest dziełem Ducha Świętego, który bada nie dokumenty pod względem formalnym, ale bada nasze serca i umysły:

(12) Albowiem jak ciało jest jedno, a członków ma wiele, ale wszystkie członki ciała, chociaż ich jest wiele, tworzą jedno ciało, tak i Chrystus; (13) bo też w jednym Duchu wszyscy zostaliśmy ochrzczeni w jedno ciało - czy to Żydzi, czy Grecy, czy to niewolnicy, czy wolni, i wszyscy zostaliśmy napojeni jednym Duchem. (1Koryntian 12, 12-13)

Edykt mediolański, ogłoszony przez cesarzy Imperium Rzymskiego w 313 roku n.e., gwarantujący chrześcijanom wolność zgromadzania się i wyznawania swojej religii, w istocie rozpoczął proces powolnego przekształcania się znacznej części wspólnot chrześcijańskich z Kościoła prześladowanego w religię państwową a z duchowej rodziny braci i sióstr w Chrystusie w kult masowy. Lud Boży, owa biblijna "ekklesia", stawał się z wolna feudalną organizacją zarządzaną przez wykwalifikowany kler, zaś życie wspólnotowe ustąpiło miejsca liturgii obsługiwanej w całości przez wąską grupę zawodowych duchownych.

Odpór takiemu rozumieniu Kościoła próbowała dać tzw. reformacja, która była reakcją na średniowieczną definicję wspólnoty kościelnej. Redefinicja miała polegać na powrocie do biblijnych źródeł, to jest na przywróceniu Kościołowi wymiaru przede wszystkim duchowego, zniesieniu hierarchii kościelnej, uproszczeniu formy nabożeństwa oraz zaakcentowaniu faktu, że Duch Świętych działa w sercach chrześcijan bezpośrednio, przez co nie jest konieczne, by chrześcijanie odwoływali się do ziemskich pośredników.

By jednak Kościół był żywym organizmem i wypełniał rolę, do jakiej został powołany, winniśmy nie tylko zapoznać się z nauką Biblii o Kościele oraz jego historią. Musimy stać się częścią Kościoła, przeżyć go, doświadczyć w całej rozciągłości, również poprzez wzięcie na swoje barki części odpowiedzialności za niego. W istocie oznacza to, że nie można być chrześcijaninem, nie będąc jednocześnie częścią Kościoła rozumianego jako lub Boży, odcinając się od niego, czy nawet nim gardząc. Nie można przyjąć na siebie zbawczego działania Boga, dobrowolnie stawiając się z boku, określiwszy się mianem biernego obserwatora. Kościół to nie budowla ani nie zmurszała organizacja. Kościół to Chrystus - Jego ciało. Bycie blisko Kościoła - wszystkich braci i sióstr w wierze - jest jednoznaczne z byciem blisko Chrystusa, Boga.

 

niedziela, 8 marca 2015

Naprawiacze świata. Czy chrześcijanie powinni angażować się w życie społeczne?

Gdy patrzymy na otaczający nas świat nogi aż same wyrywają się do tego by pobiec i go naprawić. Ubóstwo, choroby, niesprawiedliwość, przestępstwa, zdzierstwo podatkowe, korupcja - lista ułomności rzeczywistości wokół jest długa. Czy w związku z tym my jako chrześcijanie powinniśmy zaangażować się, aby przynajmniej w jakiejś części uczynić egzystencję na Ziemi bardziej znośną?

Chodzi mi mianowicie o to, czy chrześcijanin winien angażować się w życie publiczne i społeczne.

Przykładem takiego zaangażowania może być udział w wyborach, popieranie lub działanie na rzecz poszczególnych kandydatów, członkostwo w partiach politycznych, stowarzyszeniach czy fundacjach. Odpowiedź dla niektórych może wydawać się oczywista. Spójrzmy jednak, co na ten temat głosi Biblia.

Diagnoza jest trafna

Z cała pewnością diagnoza, jaką postawiliśmy na początku, jest trafna. W istocie świat jest pełen problemów, których nie udało się rozwiązać od zarania. Sama Biblia powiada, że:

(22) Wiemy bowiem, że całe stworzenie wespół wzdycha i wespół boleje aż dotąd. (Rzymian 8, 22)

Rządy, władze państwowe i ludzkie organizacje nie rozwiążą problemu

Władze państwowe w mniejszym lub większym stopniu deklarują chęć zwalczania biedy i niesprawiedliwości, jednakże walka ta póki co spełza na niczym i jak świat był pełen cierpienia, tak jest nadal. Co więcej: władcy, politycy i bogaci nie tylko nie zdołali przezwyciężyć problemów, z którymi boryka się ludzkość, lecz wręcz przyczyniają się do ich postawania. Mówi o tym wyraźnie Pan Jezus w jednej ze swoich wypowiedzi:

(25) Ale Jezus, przywoławszy ich, rzekł: Wiecie, iż książęta narodów nadużywają swej władzy nad nimi, a ich możni rządzą nimi samowolnie. (Mateusza 20, 25)

Nadużycia, bezprawie, korupcja i wszechobecne cwaniactwo zostało dostrzeżone przez Boga i Bóg obiecał, że nie pozostawi tych występków bez kary. Biada tym ludziom:

(1) Biada tym, którzy ustanawiają niesprawiedliwe ustawy, i pisarzom, którzy wypisują krzywdzące wyroki, (2) aby odepchnąć nędzarzy od sądu i pozbawić sprawiedliwości ubogich mojego ludu, aby wdowy stały się ich łupem i aby mogli obdzierać sieroty. (Izajasza 10, 1)

Współpraca z poganami w celu naprawy świata jest bezsensu

Niektórzy mogą się jednak łudzić, że w końcu uda się powołać lub wybrać w demokratycznych wyborach rząd, który poprawi sytuację zwykłych ludzi, skróci kolejki do lekarzy, podwyższy wynagrodzenia, rozwiążę problemy mieszkaniowe młodych małżeństw, zapewni bezpieczeństwo publiczne. Kandydaci na różne urzędy prześcigają się tutaj w składaniu obietnic i mydlą oczy wielu pobożnym ludziom, że to właśnie oni są tym przełomem, krokiem milowym w drodze do Edenu.
Bóg jednak przestrzegł nas przed pochopną wiarą w przedwyborcze obietnice. Wydaje mi się, że Słowo Boże wylewa na nas kubeł zimnej wody i zachęca nas do realizmu oraz trzeźwego patrzenia na świat. Pan Jezus na przykład zapewnił:

(8) Albowiem ubogich zawsze u siebie mieć będziecie. (Jana 12, 8a)

Jakkolwiek dobrze by patrzyło z oczu podobiznom umieszczonym na plakatach wyborczych, musimy pamiętać o jednym:

(10) jak napisano: Nie ma ani jednego sprawiedliwego. (Rzymian 3, 10)

Cała ludzkość jest grzeszna i pogrążona w chaosie. A żeby nikt nie miał już żadnych wątpliwości Apostoł kontynuuje swój osąd ludzkości:

(11) nie masz, kto by rozumiał, nie masz, kto by szukał Boga; (12) wszyscy zboczyli, razem stali się nieużytecznymi, nie masz, kto by czynił dobrze, nie masz ani jednego. (13) Grobem otwartym jest ich gardło, językami swoimi knują zdradę, jad żmij pod ich wargami; (14) usta ich są pełne przekleństwa i gorzkości; (15) nogi ich są skore do rozlewu krwi, (16) spustoszenie i nędza na ich drogach, (17) a drogi pokoju nie poznali. (18) Nie ma bojaźni Bożej przed ich oczami. (Rzymian 3, 11-17)

Po cóż więc wchodzić w komitywę z poganami, jeśli wiemy, że co do zasady nie są oni zdolni do zaprowadzenia ładu na świecie, co więcej, sami są pogrążeni z ciemnościach i potrzebują kogoś, aby ich z tych ciemności wyrwał. Przed taką współpracą i zażyłością przestrzega nas Pan:

(14) Nie chodźcie w obcym jarzmie z niewiernymi; bo co ma wspólnego sprawiedliwość z nieprawością albo jakaż społeczność między światłością a ciemnością? (15) Albo jaka zgoda między Chrystusem a Belialem, albo co za dział ma wierzący z niewierzącym? (16) Jakiż układ między świątynią Bożą a bałwanami? Myśmy bowiem świątynią Boga żywego, jak powiedział Bóg: Zamieszkam w nich i będę się przechadzał pośród nich, I będę Bogiem ich, a oni będą ludem moim. (17) Dlatego wyjdźcie spośród nich i odłączcie się, mówi Pan, I nieczystego się nie dotykajcie; A ja przyjmę was (18) I będę wam Ojcem, a wy będziecie mi synami i córkami, mówi Pan Wszechmogący. (2 Koryntian 6, 14-18)

Ratowanie obecnego świata jest pozbawione sensu

Świat, w którym żyjemy, jest przeżarty złem na wskroś. Bóg nie przewidział dla niego ratunku na drodze demokratycznych przemian czy powolnych reform. Świat ten zostanie unicestwiony:

(10) A dzień Pański nadejdzie jak złodziej; wtedy niebiosa z trzaskiem przeminą, a żywioły rozpalone stopnieją, ziemia i dzieła ludzkie na niej spłoną. (2Piotra 3, 10)

Naszym celem nie powinno być zatem kurczowe trzymanie się dóbr tego świata lub zabieganie o jego naprawę, lecz skupić się powinniśmy na ratowaniu własnych i cudzych dusz. Biblia nie wzywa nas bowiem słowami "ratujcie ten świat", lecz woła do nas:

(40) Wielu też innymi słowy składał świadectwo i napominał ich, mówiąc: Ratujcie się spośród tego pokolenia przewrotnego. (Dzieje 2, 40)

Używamy co prawda rzeczy, które ułatwiają nam życie, kupujemy, sprzedajemy, dbamy o nasze obejścia, zabiegamy o schludny wygląd. Pamiętamy jednakże, że życie nasze na tej ziemi jest stanem przejściowym i niebawem się zakończy. Pielgrzymujemy więc tutaj, lecz rozumiemy dokładnie, że nasz prawdziwy dom jest gdzie indziej:

(19) Gdybyście byli ze świata, świat miłowałby to, co jest jego; że jednak ze świata nie jesteście, ale Ja was wybrałem ze świata, dlatego was świat nienawidzi. (Jana 15, 19)

Pokładamy nadzieję w Bogu

Z tego też powodu szanujemy władze państwowe i z zadowoleniem przyjmujemy wiadomości o pozytywnych reformach, jeśli uda się takowe wprowadzić. Jesteśmy jednak przekonani, że ostateczne rozwiązanie ludzkich problemów nastąpi nie przez działalność człowieka, lecz poprzez nadprzyrodzoną interwencję Boga u kresu dziejów świata:

(13) Ale my oczekujemy, według obietnicy nowych niebios i nowej ziemi, w których mieszka sprawiedliwość. (2Piotra 3, 13)

Póki trwa dzisiaj

Póki jednak trwa dzisiaj winniśmy przede wszystkim:

(11) Umiłowani, napominam was, abyście jako pielgrzymi i wychodźcy wstrzymywali się od cielesnych pożądliwości, które walczą przeciwko duszy; (12) prowadźcie wśród pogan życie nienaganne, aby ci, którzy was obmawiają jako złoczyńców, przypatrując się bliżej dobrym uczynkom, wysławiali Boga w dzień nawiedzenia. (13) Bądźcie poddani wszelkiemu ludzkiemu porządkowi ze względu na Pana, czy to królowi jako najwyższemu władcy, (14) czy to namiestnikom, jako przezeń wysyłanym dla karania złoczyńców, a udzielania pochwały tym, którzy dobrze czynią. (15) Albowiem taka jest wola Boża, abyście dobrze czyniąc, zamykali usta niewiedzy ludzi głupich, (16) jako wolni, a nie jako ci, którzy wolności używają za osłonę zła, lecz jako słudzy Boga. (17) Wszystkich szanujcie, braci miłujcie, Boga się bójcie, króla czcijcie. (Piotra 2, 11-17)

(29) A to powiadam, bracia, czas, który pozostał, jest krótki; dopóki jednak trwa, winni również ci, którzy mają żony, żyć tak, jakby ich nie mieli; (30) a ci, którzy płaczą, jakby nie płakali; a ci, którzy się weselą, jakby się nie weselili; a ci, którzy kupują, jakby nic nie posiadali; (31) a ci, którzy używają tego świata, jakby go nie używali; przemija bowiem kształt tego świata. (1 Koryntian 7, 29-31)

sobota, 7 lutego 2015

Dowody na istnienie Boga

Pismo Święte nie próbuje udowodnić istnienia Boga. Fakt, iż istnieją ludzie poddający w wątpliwość egzystencją Boga, kwituje stwierdzeniem:

Psalm 53, 2: (2) Głupi rzekł w sercu swoim: Nie ma Boga.

Istnienie Boga jest tak oczywiste, że sam Bóg nie uznał za słuszne udowadniać tego na kartach Pisma Świętego, co więcej, zamierza On osądzić każdego, kto mimo oczywistych faktów, nie uwierzył:

Rzymian 1, 19-21: (19) Ponieważ to, co o Bogu wiedzieć można, jest dla nich jawne, gdyż Bóg im to objawił. (20) Bo niewidzialna jego istota, to jest wiekuista jego moc i bóstwo, mogą być od stworzenia świata oglądane w dziełach i poznane umysłem, tak iż nic nie mają na swoją obronę, (21) dlatego że poznawszy Boga, nie uwielbili go jako Boga i nie złożyli mu dziękczynienia, lecz znikczemnieli w myślach swoich, a ich nierozumne serce pogrążyło się w ciemności.

Nie mniej jednak chciałbym  powiedzieć kilka słów o tym, że nie zależnie od Biblii ludzki rozum dostarcza nam argumentów przemawiających za istnieniem osoby Boga oraz kierujących nasze myśli ku niemu.

Argument 1: Wiara w Boga jest powszechna.

Od zarania wiara w Boga lub pewien rodzaj istoty wyższej jest właściwa dla wszystkich narodów i plemion żyjących na ziemi. Nawet grupy ludzi, które nie miały przez wieki kontaktu z naszą cywilizacją wykształciły swoisty kult istoty wyższej.

Występowanie zjawiska wiary w Boga w najodleglejszych zakątkach ziemi oraz jej powszechność jest dowodem na to, że zjawisko to musi mieć jakąś przyczynę. Tą przyczyną jest Bóg, który ukształtował umysł ludzki w taki sposób, że nie potrafi on zrozumieć świata w inny sposób, jak tylko przez pryzmat osoby Boga.

Argument 2: Wielkość, piękno i złożoność wszechświata.

Bezbożny pogląd głosi, że życie narodziło się w pradawnej kałuży, w której przez przypadek znalazł się zestaw niezbędnych substancji poddanych przypadkowemu oddziaływaniu czynników zewnętrznych tj. wyładowania atmosferyczne, promieniowanie, temperatura. Biologia jest jednak nie tylko nauką teoretyczną, lecz doświadczalną. Cechą nauk doświadczalnych jest to, aby hipotezy naukowe były potem udowadniane doświadczalnie. Póki co, pomimo zaawansowanej technologii, żadnemu naukowcowi, w żadnym laboratorium, nie udało się przeprowadzić symulacji stworzenia komórki żywej zdolnej do dalszego rozmnażania się i wytwarzania w dalszej perspektywie czasowej kolejnych gatunków. Skoro tak, należy uznać tzw. teorię ewolucji za hipotezę niepotwierdzoną naukową. Teoria ewolucji nie jest bowiem niczym więcej jak odpryskiem marksistowskiej wizji świata, wytworem umysłu z założenia wrogiego chrześcijaństwu.

Jak widać nigdy i nikomu nie udało się ożywić materii. Dlatego życie istniejące na ziemi, w całej swojej niezwykłości, pięknie i złożoności, jest niezbitym dowodem na istnienie Stwórcy. Nic dziwnego, że wielu kosmonautów, obejrzawszy Ziemię z oddali, nawróciło się. Zarówno piękno krajobrazu Ziemi, jak piękno roślin i zwierząt ją zamieszkujących, a także tajemniczość i ogrom kosmosu, nie mogą być wyjaśnione inaczej niż poprzez stwierdzenie, że zostały zaprojektowane i stworzone przez istotę dobrą, wszechmocną i doskonałą - Boga.

Argument 3: Istnienie człowieka.

Jeśli by uznać, że Boga nie ma, wówczas istnienie człowieka zdolnego do rozumowania, tworzenia oraz rozróżniania dobra od zła, byłoby absurdem nie do pomyślenia. Życie ludzkie bez Boga nie ma sensu, gdyż musielibyśmy uznać, że tak wspaniała istota jak człowiek zjawiła się na Ziemi przez przypadek i istnieje bez sensu.

Argument 4: Objawienie się Boga w historii poprzez cuda i Pismo Święte.

Ostatnim dowodem na istnienie Boga jest jego objawienie się człowiekowi w historii poprzez bezpośredni kontakt z nim oraz poprzez cuda, czyli nadnaturalne znaki, których nie da objaśnić się poprzez działanie praw przyrody.
Również istnienie Biblii, nieomylnej, spójnej i logicznej jest dowodem istnienia jej autora, czyli Boga.

Psalm 104

(1) Błogosław, duszo moja, Panu! Panie, Boże mój, jesteś bardzo wielki! Przywdziałeś chwałę i majestat.
(2) Przyodziewasz się światłością jak szatą, Niebiosa rozciągasz jak kobierzec. (3) Budujesz na wodach swoje górne komnaty; Czynisz obłoki rydwanem swoim, suniesz na skrzydłach wiatru.
(4) Czynisz wiatry posłańcami swymi, ogień płonący sługami swymi.
(5) Ugruntowałeś ziemię na stałych podstawach, by się nie zachwiała na wieki wieczne.
(6) Okryłeś ją głębią jak szatą, wody stanęły nad górami.
(7) Ustąpiły, gdyś je zgromił, rozpierzchły się na głos grzmotu twego.
(8) Podniosły się góry, opadły doliny na miejscach, któreś im wyznaczył.
(9) Zakreśliłeś im granice, których przekroczyć nie mogą, by znów nie okryły ziemi.
(10) Wypuszczasz źródła w dolinach rzecznych, płyną między górami.
(11) Napój dają wszystkim zwierzętom polnym, dzikie osły gaszą w nich pragnienie.
(12) Nad nimi gnieździ się ptactwo niebieskie, świergoce pośród gałęzi.
(13) Zraszasz góry z górnych swych komnat, Ziemia nasyca się owocem, który stwarzasz.
(14) Sprawiasz, że rośnie trawa dla bydła i rośliny na użytek człowieka, by dobywał chleb z ziemi (15) i wino, które rozwesela serce człowieka, oliwę, od której lśni się oblicze, i chleb, co wzmacnia serce człowieka.
(16) Obficie napojone są drzewa Pańskie, cedry Libanu, które posadził, (17) na których ptaki budują gniazda, bocian na szczytach ich ma swój domek.
(18) Góry wysokie są dla kozic, skały są schronieniem świstaków.
(19) Uczyniłeś księżyc, aby pory oznaczał, Słońce zna swój zachód.
(20) Rozprzestrzeniasz mrok i nastaje noc: Wtedy wychodzą wszystkie zwierzęta leśne.
(21) Lwięta ryczą za łupem i domagają się żeru od Boga.
(22) Lecz gdy słońce wzejdzie, znikają i kładą się w swych legowiskach.
(23) Człowiek wychodzi do pracy swojej, do pracy swej aż do wieczora.
(24) O, jak liczne są dzieła twoje, Panie! Tyś wszystko mądrze uczynił: Ziemia jest pełna dóbr twoich!
(25) Oto morze - wielkie i szerokie, gdzie roi się od płazów bez liku, małych i wielkich zwierząt.
(26) Okręty płyną po nim; Lewiatan, którego stworzyłeś, aby w nim igrał.
(27) Wszystko to oczekuje na ciebie, abyś im dał pokarm w swym czasie.
(28) Gdy dajesz im, zbierają; Gdy otwierasz rękę swoją, nasycają się dobrem.
(29) Lecz gdy zakryjesz twarz swoją, trwożą się; Gdy zabierasz im tchnienie, giną i w proch się obracają.
(30) Wydajesz tchnienie swoje, a stworzone bywają, i odnawiasz oblicze ziemi.
(31) Niech chwała Pana trwa na wieki, niech się raduje Pan dziełami swymi!
(32) Gdy spojrzy na ziemię, ona drży, gdy dotknie gór, dymią.
(33) Będę śpiewał Panu, pókim żyw, będę grał Bogu memu, póki jestem.
(34) Oby mu miła była pieśń moja! Ja radować się będę w Panu!
(35) Niech znikną grzesznicy z ziemi i niech już nie będzie bezbożnych. Błogosław, duszo moja, Panu! Alleluja.